Izrael Podróże małe i duże

Izrael – Pierwsze wrażenie

Nie tak łatwo ułożyć w słowa te 12 dni, które dane nam było spędzić w Izraelu i Palestynie. Był to czas pełen emocji i nowych doświadczeń, które ciągle próbuję w jakiś sposób sobie uporządkować. W taki sposób powstał post opisujący moje pierwsze wrażenie z wyjazdu, do przeczytania którego gorąco zapraszam.

Potyczki lotniskowe

Nasza podróż do Izraela rozpoczęła się na lotnisku Chopina w Warszawie. Jak się wcześniej dowiedzieliśmy, odprawie paszportowej towarzyszyła standardowa procedura, czyli wywiad. Parami (małżeństwa, rodziny) lub pojedynczo byliśmy proszeni do obsługi, gdzie zadawano nam serię pytań. Chodziło głównie o bagaż, o nasz pobyt w Izraelu, o grupę, z którą podróżowaliśmy, a także padły pytania o nas. Warto pojawić się na lotnisku dużo wcześniej, gdyż taki wywiad może się przeciągnąć w razie jakichkolwiek wątpliwości czy obaw ze strony obsługi lotniska.

Prawie jak w domu

Gdybym w kilku słowach miała określić naszą wyprawę do Izraela, wśród nich znalazłoby się jedno, zdecydowanie znienawidzone przez wrocławian. Tuż po opuszczeniu lotniska mogliśmy poczuć specyfikę dużych miast – a być może każdych – w Izraelu, a mianowicie długaśnych, głośnych i nieprzepisowych korków. Samochody ciągną się bez końca, kierowcy nadmiernie używają klaksonów (jakby miały one w czymkolwiek pomóc), wymijają się 'na trzeciego’ lub poboczem, wciskają się i znowu używają klaksonów. Koszmar. Na szczęście byliśmy zmęczeni lotem i wszystkimi formalnościami związanymi z przekraczaniem granic i w związku z czym podróż upłynęła zadziwiająco szybko. Swoją drogą, przez te korki, poczułam się wręcz jak u siebie.

Naszą bazą noclegową były przedmieścia Betlejem (czyli Beit Sahour, Palestyna), skąd codziennie wyruszaliśmy do Jerozolimy lub w jej okolice, mijając zasieki i stacjonujących żołnierzy. Do wyjazdu nie wiedziałam, że Izrael odgrodził się od Palestyny murem, który ciągnie się wzdłuż całej granicy (w trakcie budowy jest ostatni odcinek), więc był to widok, który za każdym razem wprawiał mnie w zdziwienie i przyprawiał o dreszcze. Palestyńczykom nie jest łatwo go przekraczać gdy chcą opuścić swoje terytorium – najłatwiej zrobić to pieszo, gdyż przejazdy autem wiążą się z przeszukiwaniami czy dokładnym sprawdzaniem dokumentów i pozwoleń. Podróżując z przewodnikiem i grupą jest to o wiele łatwiejsze, dobrze jest mieć także stałego kierowcę i autokar, który jest do ciągłej dyspozycji. Nasz kierowca, Jamal był Palestyńczykiem, który miał specjalne pozwolenie na swobodne przemieszczanie się po obu stronach granicy. Jak się dowiedzieliśmy, nie wszystkim jest ono udzielane.

Izraelska gościnność

Hotel Sahara, w którym mieszkaliśmy zaskoczył nas swoją gościnnością. Warunki były bardzo europejskie, a przygotowywane potrawy w dużej mierze lokalne. Oczywiście królował pokochany przeze mnie hummus, a także chałwa. Ale o jedzonku będzie sporo w innym poście, ale już tutaj bardzo polecam to miejsce, gdyby ktoś poszukiwał miejsca na nocleg. W okolicy znaleźliśmy bardzo przyjazny sklep Adam’s Supermarket, w którym ceny były mocno konkurencyjne – zwłaszcza jeśli chodzi o wodę, która kosztowała tam 2 szekle za 1.5litra (niecałe 2zł, czyli najtaniej jak udało się znaleźć!). Myślę, że zwłaszcza w porze letniej jest to informacja, którą warto wykorzystać.

Właściciel sklepu świetnie mówił po angielsku, więc mieliśmy także okazję porozmawiać z rodowitym Palestyńczykiem. Pamiętam jedną sytuację, gdy zapytał nas czy jesteśmy zaręczeni. Oczywiście wytłumaczyliśmy mu, że mamy półroczny staż małżeński i byliśmy ciekawi, skąd to pytanie. Jak się okazuje, w Izraelu (a także wielu innych państwach), obrączki nosi się na lewej ręce. Ciekawa informacja, potwierdzająca tezę, że co kraj to obyczaj. A wiecie, że w Polsce w stanie wdowieństwa przekłada się obrączkę na lewą rękę? Ja nie wiedziałam, i o tą wiedzę również wróciłam bogatsza z tego wyjazdu.

Pierwszy szok

Po porządnym odespaniu podróży, zaczęło się zwiedzanie. Tempo mieliśmy szalone, ale dzięki temu udało nam się zobaczyć wiele miejsc i poczuć klimat tego arabskiego kraju. Największym szokiem było dla mnie to, co czekało na nas we wszystkich miejscach upamiętniających najważniejsze wydarzenia biblijne… Właściwie nie do końca wiem, czego się spodziewałam. Choć już na miejscu dotarło do mnie, że wyobrażałam sobie zastać Izrael mniej więcej takim, jakim był dwa tysiące lat temu i z tego wszystkiego sprawdził się tylko pustynny krajobraz… Jednak zdecydowanie nie przeszło mi przez myśl, że wszędzie będą tłumy zwiedzających z kompletnym brakiem poszanowania tradycji religii chrześcijańskiej.

W Bazylice Grobu Pańskiego huczało jak w ulu lub na jakimś targu. Ludzie prowadzili rozmowy telefoniczne, robili sobie selfie w każdym kącie, prowadzili głośne rozmowy, jedli słonecznik (!) w kolejce do samego grobu. Jakoś nie mieści się to w moich ramach przyzwoitości i okazało się najbardziej dokuczliwym aspektem wyjazdu. Ktoś podsumował to hasłem 'taka kultura’, ale przecież tam przyjeżdżają ludzie z całego świata tworząc istną mozaikę kulturową. Niestety zamiast wczuwać się w atmosferę, większość czasu straciłam na wpatrywanie się w tych wszystkich ludzi, zahipnotyzowana wręcz tym, co działo się dookoła.

Oczywiście to nie tak, że wyjazd spisałam na straty z tego powodu. Wręcz przeciwnie – jestem zachwycona i każdemu polecam! Zobaczyć, poczuć, stać się częścią izraelskiej społeczności (oraz źródłem dochodu oczywiście). A o tym, co mnie zachwyciło już w kolejnych postach. Zapraszam!

3 Comment

  1. Ta nasza polska „tradycja” z obrączka na prawej ręce ma źródła w Powstaniu styczniowym – wdowy, dgy upadło powstanie, a wraz z nim marzenia o wolności przełoży obrączki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *